O
tak, piję
kawę
z mlekiem, nawet po południu. Jem parówki
na śniadanie i kanapki na kolację. Nie mam dziecka
i mam blond wlosy. Mowię z akcentem i szybko przechodzę do rzeczy. Nie
cierpię bizu i pytań o ca va. Tak, na
wakacje wyjeżdżam daleko i na plażę i nie piję piwa. I nie, nie jem deseru po każdym posiłku a na myśl o sosie
vinegrette robi mi się ciężko na
sercu. Jeszcze nic mi się nie stało mimo że
nie jem obiadu o 12 i jestem punktualna. Nie wpycham w siebie ton ciastek o 4 o’clock
na gouter i biegam codziennie rano. Jeśli
będę
miała dziecko, nie będzie królem i
nie kupię
mu dudu, który
z czasem i tak staje sie śmierdzącą kukłą powodującą traumy z powodu chwilowego zagubienia. Stroję się
jeśli mam ochotę i tak, noszę różowe ubrania. I nie, nie trawię
kilkugodzinnych wywodów egzystencjinalnych i te o sąsiadach także mnie nie interesują. Ten blog nie jest o jedzeniu mimo że
w kraju w ktorym żyję wszystko kręci się wokoł ‘’co będziemy
jeść.’’. Taka ze mnie polska Europejka na tej alpejskiej wsi, gdzie każda inność jest nagradzana ogromnym zainteresowaniem.